Swoje życie
Wyjąłem z miksera
Jest jak koktajl zrobiony
Ze snów i koszmarów
Z marzeń i lęków
Gorzko-słodkie w smaku
Z wyglądu nic ciekawego
Dobre? Złe?
Ciepłe? Zimne?
Nie wiem
Ciężko stwierdzić
Dziwne
Nie gotowe
Niedogotowane
Swoje życie
Wyjąłem z miksera
Jest jak koktajl zrobiony
Ze snów i koszmarów
Z marzeń i lęków
Gorzko-słodkie w smaku
Z wyglądu nic ciekawego
Dobre? Złe?
Ciepłe? Zimne?
Nie wiem
Ciężko stwierdzić
Dziwne
Nie gotowe
Niedogotowane
Gdzie ósmy kolor
Rozpoczyna swój bieg
Gdzie świat się kończy
Wielkim wodospadem
Tam jestem
I żyję niespokojne swe życie
Pośród magii i wiatru
Szybszego od światła
Dokarmiam bogów
Gdy mówię że wierzę
Samą swą myślą
Kształtuję swój świat
Z kosmicznej pustki
Wyłapuję idee
Które we mnie
Mogą dorastać
Senorita, tasty mamacita
Tell me baby, what’s your name
Oh Conchita, won’t you have a sitta
Tell me baby, who’s to blame?
I’ll fuckin’ kill the man who has done you wrong
My body’s shakin’ out of control
His name is Larry, oh he’s really scary
Drinkin’ at the fuckin’ bar
Tap his shoulder, muscles like a boulder
Tell him that’s he’s gone too far
He laughs and tells me to fuckin’ fuck myself
Now my blood is boilin’ over my soul
Hey!
—
- I’m sorry, I didn’t hear that
Did you just tell me to fuckin’ fuck myself?
- Yeah
- Well I’m telling you to step outside
- Oh really?
- Yeah, we got some things to talk about
A little lady named Conchita
- Hey!
- Yeah, you harmed her
- What? Who said? Who are you?
- Yeah, fuck you you piece of shit
—
When my fist connects at Larry, falls down to the ground
I see he’s cut me with a bottle
My pistol rises, cause it’s time to double down
Larry runs, I chase him out full-throttle
Donde estas mi horse? Alli
Digame, donde estas Larry? Alli
En los montañes? Donde, en los cañon?
Muy bien, cold-water cañon?
Andole, hey, ha, ha
Ah, te llamo mi Conchita
Yo tengo hambre para tu boca
Mira mi cara
Soy el fuego para tu beso
Mi amor
Watchin’ Larry in his sanctuary thinkin’ that he got away
With Conchita, oh my mamacita, kissing him upon the face
I fuckin’ rue the day that I fought for you
Now my mind is spinnin’ out of control
Ah I’m sorry mamacita
Oh my little senorita
Tenacious D
‘Senorita’
Rize of the Fenix (2012)
Zasypiam
Dziesiątki myśli
Zupełnie niepotrzebnych
Układam pod głową
Jak poduszkę
Powoli odpływam
Po spokojnych wodach
Na łodzi zbudowanej ze snów
Rozluźniam zmęczone ciało
Nic mnie już nie powstrzyma
Nic nie zmusi mnie
Żebym podniósł się
I jakoś powstrzymał sen
Zasypiam
Nie dokończę już nawet zdania
Jest mi po prostu zbyt…
Najmniejsze psy
Najgłośniej szczekają
Jak głosi powiedzenie
Ci którzy nie mają pojęcia
Najwięcej krzyczą o sprawie
Tak pokazuje życie
Dlaczego jednak ci którzy
Najczęściej mówią by rozmawiać
Są w trudnych chwilach najmniej rozmowni?
Piekła ciąg dalszy. Na całe szczęście tylko za oknem i na całe szczęście chodzi tylko o temperaturę.
Jak na końcówkę kwietnia, trzydzieści stopni to dla mnie chyba ciut za dużo. Owszem, długi weekend majowy to fajna sprawa, ale z drugiej strony… bez przesady… Stworzony chyba jestem do nieco chłodniejszych klimatów. Chociaż…
Przypominają mi się Włochy. I Toskania. Tam powietrze było inne, owszem. Ale w człowieku zostaje coś takiego, kiedy stamtąd wyjeżdża, że każdy kolejny ciepły dzień przywodzi na myśl tamte miejsca.
I bardzo dobrze. Tam czułem się naprawdę świetnie i chętnie tutaj też poczuję się dobrze.
Tam było dobrze, więc dobrze by było, żeby tu jak tam dobrze było.
Potrzebuję wyjechać. Niekoniecznie daleko, niekoniecznie sam. Ale odpocząć od tego wszystkiego, co mam na miejscu. Moja głowa nie zbiera z otoczenia żadnych informacji, wyłapuje jedynie problemy, których nadmiar jest już szkodliwy. Dosłownie.
Jeśli ktoś przypadkiem spojrzał na newsy z wczoraj, widział, że mój organizm wyłączył się na kilka godzin. Musiałem odespać. Nie wiem co, może wszystko po prostu. Dać sobie chwilę wytchnienia, oddać kontrolę nad własnym ciałem komuś innemu. Nikomu właściwie. Nie ustawiać budzika, nie wiedzieć, kiedy się zasypia.
Irytuje mnie nawet dźwięk pracującej pralki z dalekiej łazienki.
A jeszcze bardziej denerwujące jest to, że nie umiem sobie z tym poradzić. Nawet spotkania z Ewą przez to wszystko wyglądają dziwnie. Znowu powtarza się gdzieś ta historia sprzed kilkunastu tygodni. Znowu chciałbym być sobą, wypoczętym, uśmiechniętym, dysponującym czasem dla siebie i dla Niej.
A tego czasu ani sił nie mam już prawie wcale. I będę mieć chyba jeszcze mniej.
Myślałem, że po prostu jestem leniwy bardziej niż zwykle. Ale teraz nie mam już nawet siły myśleć. Jedyne co robię, to cicho wiwatuję na myśl i wiadomość o kolejnych rzeczach, które poszły nie tak. Wiwatuję, bo tak się robi kiedy wita się starych znajomych, prawda?
Tyle razy słyszałem już
“Bujaj się” od ludzi różnych
Że w końcu rozpiąłem hamak
Między słońcem i księżycem
Zawieszony między nimi
Głaszczę stopą czubki drzew
Na szczytach gór
Stawiam kolejne filiżanki kawy
Bujam się i świetnie się bawię
Gdy wiatr głaszcze moją twarz
Bujam się i zapominam w lekturze
Fabuła “Życia” zupełnie mnie wciągnęła
Kiedy przyjdzie mi
Zmierzyć się ze Strachem
Stanąć z nim twarzą w twarz
Będę się bać
Ale choćbym musiał
Przykuć się kajdanami
Do miejsca w którym stoję
Nie ucieknę
Przeciwstawię się mu
Mierząc się sam ze sobą
Wygram pojedynek spojrzeń
Bez mrugnięcia okiem
I pokonam Strach
I więcej nie będę się bać
Podium zwycięzcy tej walki
Jest tam gdzie Strach nie ma wstępu
Z reguły nie obiecuję
Kiedy przyrzekam
Robię to z uśmiechem
Ślubując śmiech
Kiedy płaczę
Dbam o to
By płynęły
Jedynie łzy szczęścia
Choruję
Na chroniczny dobry humor
Z częstymi napadami
Serdecznego śmiechu
Tak to choroba zakaźna
Z wieloma powikłaniami
Skutkuje poprawą jakości życia
Patrzeniem w słońce przez chmury