Za oknem pada pierwszy poważny śnieg tej zimy. Dwa dni temu była pierwsza w moim życiu śnieżna burza. W głowie wciąż mam przesuwające się obrazy, które przypominają mi dziadka Janka.
Być może nie powinienem tak o nim pisać. Ale inaczej już nie umiem. Dwa ostatnie miesiące, przez które jeździłem do niego do Zgierza, pozwoliły mi tak o nim myśleć. Teraz… Teraz nie będzie już potrzeby tam jeździć. Dziadek Janek odpoczywa teraz w odległości kilkunastu minut piechotą od mojego domu. Pewnie tylko narzeka, że nie ma tam telewizji. A może ma?
Każdy pogrzeb boli mnie coraz bardziej. Każdy pogrzeb to takie wyrwanie cząstki mnie, tworzenie luk, które mogę wypełniać już tylko wspomnieniami. Cieszę się, że wspomnienia mam dobre.
Wczoraj okazało się, że moja rodzina powiększyła się o kilkanaście osób. Nie dosłownie, bo prędzej powiedzieć by można, że to Ewy rodzina powiększyła się o mnie. Też nie dosłownie. Jeszcze nie ten etap, z podkreśleniem na “jeszcze”.
Prawdopodobnie nikt z tych osób tego nie przeczyta… Mimo to chciałbym im podziękować. Właśnie za to, że są jacy są i za to, że odnoszą się do mnie z taką sympatią. Odwzajemnioną, kto wie czy nie nawet dwukrotnie mocniej.
Po prostu dziękuję.
Wszystkim tym, którzy w jakikolwiek sposób mnie lubią. Szanują takim, jakim jestem.
To chyba właśnie dzięki Wam jestem tym, kim jestem i jestem takim, jakim jestem.


