RSS

Archiwum kategorii: Kowala autoportret

Kowala autoportet wyryty w słowach – part 11

Zwykły dzień, jakich wiele już było w historii świata. Słońce odbijało się od tysięcy szyb miasta, dając dziwne poczucie rześkiego poranka.
Coś jednak było nie tak, z czego Kowal zdawał sobie sprawę. Co to było, tego nie wiedział. Tradycyjnie więc postanowił to odkryć, zaglądając wgłąb swojej głowy. Nagle przestał czuć chłód, mimo że stał na balkonie październikowym rankiem. Przestał widzieć to, co było dookoła, przestał słyszeć dźwięki z zewnątrz.
- No dawaj Kowalu, dawaj… Gdzieś to musi być w tobie. Przecież wiesz, co ci nie pasuje, teraz tylko musisz to zobaczyć…
Faktycznie zobaczył. W którymś kącie świadomości leżał skulony Kowalski, cały pokryty czarną, gęstą mazią. Kowal zmrużył oczy. Gdzieś to już widział, choć nie był pewien czy w swojej głowie, czy gdzieś indziej.
- Kowalski! – krzyknął – Co to ma być? W co ty się znowu bawisz, o czym ja nie wiem?
Wtedy część jego osobowości, którą nazywali wspólnie Kowalskim uniosła głowę. Oczy pokryte szaleństwem zdawały się świecić na tle czarnej mazi. Jego usta rozciągnęły się w nienaturalnym uśmiechu i niemal wysyczał odpowiedź.
- God is wearing black…
- Jasne. To akurat jest tekst System of a Down, byłbym wdzięczny, gdybyś nie próbował śpiewać bo ranisz moje uszy. No i do boga jakiegokolwiek ci daleko. Zaraz się tobą zajmę.
Kowal wyszedł z tego stanu świadomości i wrócił do rzeczywistości. Wszedł do mieszkania i znalazł Kowalskiego śpiącego na swoim łóżku.
- Wstawaj – mruknął i potrząsnął lekko zaspanym sobą.
Nie był do końca pewien, czy powinien spodziewać się nagłego ataku szału, poczuł jednak ulgę widząc siebie uśmiechniętego i jakby bardzo dobrze wyspanego.
- Co jest? Śniadanko zrobiłeś?
Kowal prychnął. Zawołał go do kuchni i nalał kawy do kubka. Niestety widok czarnego płynu pogorszył tylko jego samopoczucie.
- Coś cię dręczy może ostatnio? – Spytał.
- Nie no, takie pytanie zamiast dzień dobry to ciekawa odmiana, nawet jak na ciebie…
- Nie żartuj sobie. Widziałem to czarne coś, co się do ciebie ciągle klei, kiedy wyłącza ci się świadomość. Co to jest?
Kowalski zachmurzył się. gdyby usłyszał to od kogokolwiek innego, zaśmiałby mu się w twarz. Ale to był Kowal. Uduchowiona część jego samego, u której widzenie takich rzeczy oznaczało naprawdę poważną sprawę.
- Tak mam od początku miesiąca. Męczy mnie to w snach, czasem nawet za dnia mam wrażenie, że wspina mi sie po kręgosłupie. Nie wiem co to jest, ale czuję, że nic dobrego. Właściwie to trochę tak, jakby cały mój zapas zła został przelany w to coś. I właśnie to coś próbuje mną zawładnąć.
Kowal odchylił się i oparł wygodnie na krześle. Prawie się uśmiechnął.
- Bogaty, metaforyczny opis, zwłaszcza jak na ciebie.
- Daj spokój. Czasem budzę się w nocy z dzikiej nienawiści przeciwko czemukolwiek – upił łyk kawy i spojrzał uważnie na Kowala. – A ty wiesz, co to może być?
Kręcona czupryna zaczęła się kiwać w górę i w dół.
- Szkoda, że nie przyszedłeś z tym do mnie wcześniej. Wtedy nie było by problemu, teraz trzeba będzie użyć bardziej drastycznych środków.
- Ale co to jest, do diabła? Obcy? Symbiont, jak w spidermanie?
Tym razem Kowal nie powstrzymał uśmiechu.
- Można to porównać, w pewnym sensie. Chodzi o to, że przeładowałeś się negatywnymi emocjami, które nie mogąc znaleźć ujścia, zaczęły żyć własnym życiem i próbują zaspokoić swoją żądzę destrukcji. Tak w skrócie.
Kowalski uniósł prawą brew, zatrzymał kubek z kawą w połowie drogi do ust.
- To z kolei – powiedział – było zbyt dziwne nawet jak na ciebie. Z resztą, czy to nie ty jesteś od takich rzeczy? Mnie oddzieliłeś od siebie, żeby takie rzeczy mnie się nie przytrafiały, prawda?
- No tak. Ale wiesz, nikt nie jest doskonały. Zostały w tobie przecież jakieś emocje, ja też mogłem się pomylić w pewnych rzeczach.
- I co teraz? Jakieś egzorcyzmy, czy pójdziemy kogoś zabić, żeby to się uciszyło?
- Nawet o tym nie myśl. Nikogo nie będziemy zabijać, wręcz przeciwnie. Zrobimy to, co kilka lat temu już zrobiliśmy. oddzielimy to coś od ciebie i damy mu nowe, osobne życie.
Kowalski opuścił kubek na stół. Brwi nie mógł już podnieść wyżej, żeby oczy przypadkiem nie wpadły mu do kawy.
- No chyba sobie jaja robisz. Nie pozwolę ci na to przecież. To coś, jak tylko się ze mnie wydostanie, zacznie robić szkody. Duże szkody, to ci gwarantuję.
Kowal tymczasem zaczął rozmasowywać sobie ręce i popatrzył przepraszająco na Kowalskiego.
- No to za późno, chociaż z jednym miałeś rację.
- Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że już go oddzieliłeś?
- A czujesz to coś?
- Jesteś… Niepoważny! I gdzie to teraz jest?
Kowal uśmiechnął się, tym razem zadziornie.
- Powiedziałem, z jednym miałeś rację. Oddzieliłem go, ale cały czas jest w tobie. Zamknąłem go w klatce, z której raczej nie powinien się uwolnić. No chyba, że mu pozwolisz, ale nie robiłbym tego na twoim miejscu.
Wstał, pozmywał kubek i skierował się w stronę balkonu. Kowalski zerwał się na równe nogi i zagrodził mu drogę.
- I co ja mam z nim teraz zrobić?
- Proponuję porozmawiać, tak na początek. Mnie to pomogło poradzić sobie z tobą. Aha, “to coś” ma teraz imię, które sam sobie wybrał. Chce, żebyś mówił do niego per Bestyja.
- Nienawi…
- Uważaj na słowa, chyba nie chcesz go wypuścić? Poza tym, to on mnie nienawidzi, nie ty. Nie daj mu się omamić, dobra? Zobaczysz, jeszcze przyjdzie taki czas, że się ze sobą oswoicie. Ja idę sprawdzić teraz, czy jeszcze leci para z ust, jak się jest na dworze.

 
Leave a comment

Posted by w dniu 18 Październik 2011 in Kowala autoportret

 

Kowala autoportret wyryty w słowach – part 10

Kowal zdmuchnął świeczki ze swojej połówki tortu, po czym przesunął go po blacie stołu w stronę Kowalskiego. Ten zdmuchnął świeczki ze swojej części i zaczął wyjmować je na osobny talerzyk.
- No, to żeby tradycji stało się zadość – zaczął Kowal – Wszystkiego najlepszego!
Zza pleców wyciągnął drobne zawiniątko. Kowalski zważył je w dłoni i zmierzył wzrokiem twarz Kowala.
- Wiesz, że wiem co to jest, prawda? – spytał.
- Oczywiście, że wiem – Kowal roześmiał się. – Gdybym nie wiedział, nie zrobiłbym tego.
- No tak. Wiesz, dziś z okazji naszych urodzin, postanowiłem być dla ciebie miły. Wszystkiego najlepszego. Sto lat, czy ilu tam chcesz…
Uścisnęli sobie dłonie i poklepali się po plecach. Kowalski próbował się kryć, ale i tak było widać, że naprawdę się cieszy. Nie wiadomo było, czy sam z siebie, czy po prostu Kowal tak na niego działał. Nieważne.
Kowal rozpakował swój prezent zaraz po tym, gdy Kowalski wyciągnął zawieszoną na rzemieniu czarną łzę wyrzeźbioną z drewna. Poprawił kręcone włosy i odpakował misternie wykończone pudełko, prosto ze sklepowej półki. Wyciągnął ze środka białą łzę wykonaną z matowego srebra, zawieszoną na srebrnym łańcuszku.
Nikogo nie zdziwiło, że obydwa prezenty pasują do siebie idealnie, tworząc tak dobrze wszystkim znane yin-yang.
- Mogłeś pokusić się chociaż i włożyć w to trochę swojej pracy, a nie pieniędzy – rzucił ze śmiechem Kowal.
Kowalskiego jednak trochę to zabolało.
- Przestań. Wiesz, że nie mam czasu, zabiegany ciągle jestem. – odparł.
- No tak, tak, wiem przecież. Dziękuję.
A kiedy Kowalski zabierał się z lekkim uśmiechem za swój kawałek urodzinowego tortu, Kowal dodał jeszcze:
- Ale następnym razem zrób coś własnoręcznie – i wybuchnął serdecznym śmiechem.
Szesnasty października w tym momencie powinien zająć miejsce w styczniu, najlepiej na Syberii albo którymś z biegunów. Temperatura w pokoju powinna spaść tak, że rtęć z termometrów wbiłaby się w podłogę.
- Wiesz, nienawidzę cię chyba – powiedział Kowalski spokojnie, nadal zajmując się tortem i czasem tylko zerkając na Kowala znad łyżeczki.
- A ja na swój sposób cię kocham, wiesz?
Obaj byli spokojni. Jeden miał usta ściśnięte w formie białej kreski, drugi w uśmiechu rozciągniętym leniwie po twarzy. A cisza trwała, zakłócana jedynie uderzeniami łyżeczek o talerzyki.
- Czytałeś “Przebudzenie” de Melo? – spytał Kowal
- Chyba ominąłem tę zajmującą lekturę, wybacz.
- Muszę ci ją kiedyś pokazać. Autor wysunął ciekawą teorię na temat emocji. Twierdzi, że wszystkie emocje mają początek w jedynych dwóch, jakie są prawdziwe. Miłość i strach. Coś jak eros i tanatos w psychologii. – odkaszlnął, bo zakrztusił się tortem i kontynuował – Z miłości rodzi się radość, optymizm i akceptacja, bo kochamy wszystko i wszystkich, całe nasze otoczenie. Ze strachu natomiast rodzi się gniew i nienawiść, jako agresywna forma odreagowania tego, że się boimy. I wiesz, im dłużej o tym myślę, tym coraz bardziej się w tym utwierdzam. A co ty o tym sądzisz?
Kowalski rozluźnił się nieco, gniew powoli ustawał. A przynajmniej twarz nabierała znowu kolorów.
- Coś sugerujesz? – spytał.
- Bo skoro twierdzisz, że mnie nienawidzisz, to wychodzi na to, że się mnie boisz. Mam rację? – uśmiechnął się w swój najbardziej banalny, beztroski i zaraźliwy sposób, jaki Kowalski znał.
- Tak. Boję się ciebie, bo te twoje filozofie są niebezpieczne, jak się posłucha ich trochę dłużej. A jeszcze gorsze jest to, że bojąc się ciebie, boję się sam siebie.
Spojrzał w oczy Kowala, który delikatnie kiwał głową. Naprawdę zaraźliwy uśmiech… Obaj zaczęli się śmiać.
- Jesteś nienormalny. – dodał jeszcze.
- Jesteśmy. – odparł Kowal i dołożył Kowalskiemu kolejny kawałek tortu. – Raz jeszcze wszystkiego najlepszego!
Kowalski uśmiechnął się, pokręcił głową i zajął się tortem. Temperatura wróciła do pokoju, stając się powszechnie znaną temperaturą pokojową.
- Następnym razem cię zaskoczę, zobaczysz.

 
1 Comment

Posted by w dniu 28 Październik 2008 in Kowala autoportret

 

Kowala autoportret wyryty w słowach – part 9

- Jesień mnie wzywa. – oznajmił Kowal, podchodząc do okna.
Kowalski uniósł wzrok znad programu telewizyjnego. Był to wzrok, którym obdarza się ludzi o wątpliwym zdrowiu psychicznym. Z resztą, taki właśnie miał stosunek do Kowala. Przytakiwał, czasem się zgadzał, ale w większości wypadków traktował przez drobne sito zdrowego rozsądku.
- Tak tak, oczywiście – odparł.
Kowal jednak nie dał się zbyć. Najwyraźniej brakowało mu rozmowy, bo temat wzywającej go jesieni był dość… dziwny. Chociaż… Znając go, wielu rzeczy można by się po nim spodziewać.
Nie odwrócił się jednak od okna. Oparł ręce na parapecie i patrzył na miasto. Na nic konkretnego, po prostu na miasto. Na całość, bez wdawania się w szczegóły.
- Wiem, Ty powiesz, że to niemożliwe. Że jesień nie jest żywa, więc nie może nikogo wołać. Wiem, że tak powiesz.
Kowalski kiwnął głową, ale się nie odezwał. Szukał czegoś w programie na następny dzień.
- Ale kiedy się nad tym zastanowisz, masz jednak wątpliwości. – dodał Kowal – Stworzyłem Cię, oddzieliłem materię od ducha, a jednak jest w tobie coś, co każe ci wierzyć, mieć nadzieję na to, że nie wszystko da sie wyjaśnić. Dlatego teraz podejdziesz do okna i pozwolisz mi wyjaśnić.
Czekał. Ale kiedy nic się nie działo, odwrócił się do Kowalskiego. Fotel był pusty.
- Raczej do ciebie nie przyjdę, bo naprawdę nie wierzę, żeby jesień mogła cię wzywać – rzucił Kowalski z kuchni. Po chwili wrócił z kubkiem parującej herbaty. – Pomyliłeś się.
- I tak ci wyjaśnię. – Kowal nie przejmował się porażką.
Jeśli chodzi o rozmowy z samym sobą, osiągnął mistrzostwo już dawno, kiedy stworzył Kowalskiego. Kowal potrafił rozmawiać tylko z Kowalem. A to tak, jakby rozmawiać z połową siebie. I to jest dopiero sztuka.
Kowalski upił trochę cynamonowej herbaty. Zapach niósł się po całym pokoju.
- Nie krępuj się. – uśmiechnął się uprzejmie i zatopił w ambitnej lekturze programu telewizyjnego.
Kowal zarzucił kręconą czupryną i wrócił do okna.
- Jesień mnie wzywa. Tu się urodziłem. Właściwie… Teraz. Jesienią. Złote i czerwone liście na drzewach, wiatr ślizgający się po płaszczach, na wietrze powiewające szale i włosy… I ten zapach… Jesień przyszła do mnie znowu i zaprasza na spacer. Długi, bardzo długi spacer. Marcinie… Nie wiedziałem, że ty tego nie czujesz. Tej chęci wyjścia na wiatr…
Mężczyzna o prostych włosach ponownie uniósł wzrok znad tekstu.
- Kowal… Jesień nie może przyjść po ciebie, żeby przejść się z tobą na spacer. To… To niewykonalne.
- Jeśli nie czujesz jesieni, to naprawdę mnie nie zrozumiesz. – Kowal opuścił głowę i czołem dotknął szyby. Nagle uśmiechnął się w taki sposób, jakby tam, w dole, zobaczył sposób na wieczne szczęście. – Jest! A nie mówiłem? Idzie tutaj!
Tego już Kowalski nie wytrzymał. Wstał i podszedł do okna.
- Kto idzie? – spytał.
- Jak to kto? Jesień idzie!
- Gdzie? Gdzie ty widzisz idącą jesień?
Kowal bezskutecznie artykułował kierunek i pokazywał palcem.
- To, że wieje wiatr, – powiedział w końcu Kowalski – wcale nie znaczy, że idzie jesień. Możesz mi wierzyć.
- Więc nawet jej nie widzisz… No ale nic. I tak idzie do mnie, nie do ciebie. Podobno lubi tych, którzy ją doceniają.
Kowalski wrócił na fotel, ale spytał jeszcze z ciekawości:
- A jak wygląda?
Kowal zamyślił się, po chwili opowiedział z uśmiechem:
- Jak złoty liść w jesiennym słońcu, zgrabnie falujący na wietrze.
Kowalski opadł z sił, Kowal natomiast jak na skrzydłach pognał do szafy i zarzucił na siebie długi, jesienny płaszcz.
- To ja idę. – oświadczył.
- A to już przyszła? Nie słyszałem jak wchodziła…
I wtedy rozległo się pukanie do drzwi. Brzmiało jak kasztan spadający na trawę. To znaczy nie tak dosłownie, pomyślał Kowalski. Ale nie mógł oprzeć się świadomości, że właśnie taka wizja stanęła mu przed oczami, gdy usłyszał pukanie.
- Teraz przyszła. Wrócę wieczorem. Do zobaczenia, Marcinie.

 
Leave a comment

Posted by w dniu 2 Październik 2008 in Kowala autoportret

 

Kowala autoportret wyryty w słowach – part 8

- W pewnym momencie po prostu zauważasz, że świat jakby zmienił swoją fakturę – wyjaśniał Kowal, delikatnie gestykulując – Nie są to zmiany wywołane przez innych ludzi.
Kowalski na chwilę wpadł w zadumę. Pamiętał jakby przez mgłę, że kiedyś chyba faktycznie stwierdził taką rzecz. On jednak nie nazwał tego w ten sposób. Wolał mówić o tym, że miał ciężką noc i za dużo pracy dnia wcześniejszego. Po prostu przyzwyczaił się do tego. I rzeczywiście, żaden człowiek tych zmian nie wywołał. Nie mógł. Wszystko dzisiaj wydaje mu się ostre, wyraźne i rzeczywiste. Wtedy jeszcze nic nie było pewnym.
- No ale skoro są zmiany, to muszą być czymś wywołane – podjął temat Kowalski – Czym?
- Takie zmiany rodzą się w tobie i powoli dojrzewają. W pewnym momencie wybuchają i dają o sobie znać…
Kowal zapadł się w swoim fotelu. Zamknął oczy i uśmiechnął się błogo.
- Pamiętaj – dodał – Wszystko będzie dobrze, dopóki będziesz trzymać się swoich zasad, ustalonych przez siebie norm i granic, których nigdy nie przekroczysz. Do tego właśnie momentu będzie dobrze. Dopóki nie pozwolisz światu rządzić sobą i tym, co ci wolno.
W pokoju zapadła cisza gęsta od myśli i wspomnień. Dostrzegalny stał się kontrast pomiędzy nimi. Pomiędzy zrelaksowanym Kowalem, tkwiącym w błogim stanie zawieszenia w miękkim fotelu, a Kowalskim, który trzymał łokcie oparte na kolanach i głowę nieruchomą, z oczami rozbieganymi, wręcz goniącymi za uciekającymi myślami.

 
Leave a comment

Posted by w dniu 17 Czerwiec 2007 in Kowala autoportret

 

Kowala autoportret wyryty w słowach – part 7

Kowal słuchał swoich myśli. Zadziwiające, jak wiele mogą powiedzieć myśli kiedy zacznie sie ich słuchać. Jeśli dobrze sie wsłuchać, można usłyszeć nawet to, o czym za chwilę będzie się myśleć. Wystarczy poćwiczyć.
Teraz myśli wręcz krzyczały. Chłopak daremnie szukał cichego miejsca w swojej głowie. A taki hałas jest najgorszy. Gdy nie możesz usłyszeć ciszy we własnej głowie. Bo gdy wkoło ciebie jest głośno, zawsze możesz się odciać od Zewnątrz i zamknąć się Wewnątrz, gdzie jest ciszej. Ale kiedy sytuacja jest odwrotna, uciec na Zewnątrz jest prawie niemożliwym.
Postanowił wysłuchać myśli. Z reguły jego myśli były ciche, spokojne i ułożone w taki sposób, że nie musiał nigdy długo szukać rozwiązania. Teraz było w nich coś niepokojącego. Coś co sprawiało że mysli same się niepokoiły.
Niesłychaną sztukę stanowi myślenie o myślach. Kowal robił to automatycznie. Mimo to próbował czasem myśleć o tym że myśli o swoich myślach. Długo jednak nie potrafił utrzymać tego stanu. Jeszcze nie doszedł dlaczego.
Spojrzał więc z góry na swoje myśli. Kłębiły się gdzieś po kątach jego świadomości, jak kurz na drewnianej podłodze. Przewiewało te kłęby z jednego końca na drugi, dając nieprzyjemne uczucie dawno niesprzątanego pokoju.
Przyjrzał się tym kłębom.
I zrozumiał.
Krzyki myśli nie pochodziły z jego głowy. To były myśli i problemy Kowalskiego. Postanowił nie rozplątywać ich, a jedynie obserwować. Kowal lubił obserwować ludzi.
Kowalskiego męczyły głównie myśli które przedstawiały jego samotność. Ale samotnosc wymuszona przez świat. Bolało go to że – jak sądził – świat uwziął się na niego i nie pozwala mu być szczęśliwym. Nie chciał być samotnym.
Ale nagle ten kłębek mysli został staranowany przez inny, większy. Kowal zogniskował na nim swój wzrok.
Kowalski chciał wybrać samotność. Nie dlatego ze to był jego kaprys. uznał, ze tak skrzywdzi mniej osób. Kowal nie rozumiał tego do końca, ale to były mysli Kowalskiego. Jedynie on mógł do końca zrozumieć ich ścieżki. Ale cos mu nie pozwalało.
Kowal odwrócił głowe skupienia w stronę poprzedniego kłębka problemów. Próbował zepchnąć ten większy poza granice świadomości. I tak tłukły się, każdy próbując wygrać.
W pewnym momencie jednak większy kłebek wchłonął mniejszy i zmienił nieco barwę na ciemną czerwień. Kowal ze zdziwieniem obserwował go intensywnie.
Kowalski pogodził się z samotnością. nie chciał jednak nikogo krzywdzić, a to sprawiało mu najwiecej problemów.
Kowal poczuł senność, jak zwykle gdy zbyt długo myślał o myślach. Opuścił więc swój umysł i zasnął. Obiecał sobie, że dopiero kiedy sie obudzi zajmie się tym, dlaczego myśli Kowalskiego tak mocno rozpromieniowały się dookoła. Bo to prawie niemożliwe żeby jego problemy były aż tak silne, że nie mieściły się mu w głowie. No ale to po obudzeniu.
Kowal nie śnił, ale po cichu rozmyślał o sprawach Kowalskiego, które widział.

 
Leave a comment

Posted by w dniu 4 Luty 2007 in Kowala autoportret

 

Kowala autoportret wyryty w słowach – part 6

Kowal obudził się. Promienie słońca wdzierające się przez okno w jego pokoju były tak leniwe, jak tylko leniwymi mogły by być. Poskrobały Kowala po twarzy, wdrapały się do ucha a nawet połaskotały po piętach wystających spod pościeli.
W półśnie, owinięty kołdrą, przeszedł pokój dalej. Włączył wieżę. Stu-watowe kolumny wypełniły mieszkanie dźwiękami piątej symfonii Beethovena, zrywając tym samym Kowalskiego na równe nogi. Płynąc przez rzekę dźwięków do jego źródła, Kowalski trafił na swojego oprawcę.
- Kretynie! – zakrzyknął – Nie dało się przynajmniej poczekać aż wstanę?
Kręcona czupryna natomiast falowała w pokojowej przestrzeni. Kowal szalał, a w żyłach pulsowały dźwięki. Albo udawał, albo naprawdę utonął w klasyce muzyki.
Kowalski przyskoczył do sprzętu i wyłączył powód swej wczesnej pobudki. Kowal zmierzył swego współlokatora spojrzeniem które mogłoby wiercić tunele dla metra w litym granicie. Podszedł do wieży i, tym razem ciszej, włączył na nowo swój narkotyk muzyczny.
- Co ty właściwie robisz? – spytał Kowalski
- Lubię muzykę. – odparł po krótkiej chwili zastanowienia.
- To widzę, ale co robisz? Nie możesz tego na razie wyłączyć?
- Ale ja lubię się teraz z muzyką – opierał sie wszelkim perswazjom Kowal.
Kowalskiemu opadły ręce. Olśniło go nagle, co Kowal mógł mieć na myśli.
- Pozwól że ci wyjaśnię – zaczął – Nie można lubić się z muzyką.
- Ale ludzie się kochają. Dlaczego nie mogę lubić się z muzyką?
- Bo z muzyką nie można lubić się tak jak człowiek kocha się z muzyką.
Kowalski zamknął oczy. W tym momencie przeklnął swoją wyobraźnię. Mimo usilnych prób, jego umysł na wszelkie sposoby próbował zwizualizować sobie lubienie się z muzyką. Nie potrafił. Świadomość tej niemożności przyniosła Kowalskiemu pewnego rodzaju ulgę.
- Bzdury gadasz Marcinie. Można i ja to właśnie robię!
- Wiesz, mam nadzieję że nigdy cię nie zrozumiem. To byłby dla mnie za duży ciężar chyba.
To mówiąc, Kowalski odwrócił się na pięcie i wrócił do swojego łóżka. Krzyknął jeszcze tylko, żeby Kowal nie puszczał już tej muzyki za głośno i dał mu spać, po czym zapadł beztrosko w ramiona Morfeusza. Błogi sen spłynął na niego szybciej niż myślał, co bardzo go ucieszyło.

 
Leave a comment

Posted by w dniu 18 Styczeń 2007 in Kowala autoportret

 

Kowala autoportret wyryty w słowach – part 4

Kowal zapatrzył sie w przestrzeń dzielącą go od najbardziej wysuniętego końca kolan  Kowalskiego. Wyraźnie zdawał się mieć coś poważniejszego na myśli.
- Nie jestem nienormalny – odparł – Ja jestem tylko… Nieco inny.
- Tak tak, jasne.
Tymczasem niepocieszony towarzysz zarzucił kręconą czupryną i wyszedł na balkon. Wziął parę głębokich oddechów i spojrzał kilka pięter w dół. Ruchliwa ulica dawała o sobie znać.
Mimo wszystko Kowalski poczuł się zaintrygowany. Wstał powoli z fotela i bezszelestnie wsunął się za Kowalem na balkon. Stali tak obaj i wpatrywali się w jeden punkt nad wszystkimi budynkami w mieście. Jeden i ten sam punkt.
W dwóch ciałach jedna dusza, jeden umysł na pół rozdarty. Połączeni przeznaczeniem i tym jednym punktem skupiającym wzrok tych dwóch niemych sylwetek.

 
Leave a comment

Posted by w dniu 13 Styczeń 2007 in Kowala autoportret

 

Kowala autoportret wyryty w słowach – part 5

- O czym myślisz? – spytał Kowalski
Po chwili milczenia i jakby układania w głowie kolejnych słów, Kowal odparł przeciągając każde słowo, jak by się wydawało, w nieskończoność:
- Nie wiem. Patrzę na ludzi i dziwnie się czuję.
- Dlaczego?
- Czuję się tak jakbym wcale nie należał do nich. – wzrok Kowala zogniskował się na chodniku kilkanaście metrów niżej – Nie rozumiem ludzi.
Kowalski próbował odgadnąć obiekt któremu przyglądał się jego towarzysz. Szukał go wzrokiem, jednak jedyne co widział to tylko małe punkciki spieszące każdy za swoimi potrzebami.
- Co tu jest do rozumienia? Są ludzie i tyle. Są różni, każdemu wydaje się że to co robi jest słuszne. Każdy podąża swoją ścieżką.
- Ehh – Kowal oddychał głęboko, jakby zbierał siły na poważny wysiłek – Czy ty naprawdę nie czujesz? Weź głęboki oddech.
Długowłosy mężczyzna przedrzeźniając swego twórcę wziął głębszy oddech i z dziwnym spojrzeniem czekał na olśnienie.
- Emocje pachną – wyjaśnił Kowal. Zamknął oczy i odchylił głowę do tyłu – czuje się tu wszystko: strach, złość, szczęście, radość, nienawiść i miłość. Ludzie juz tego nie czują. To jest jak wiatr… Zamykasz oczy i czujesz jeden wielki podmuch. Puszczasz go przez palce albo zatrzymujesz na sobie. Wszystkie emocje wymieszane w jedno.
- No więc czego nie rozumiesz? – dopytywał się Kowalski
- Nie wiem. Ale się dowiem.
Kowalski wzniósł w górę ręce jakby prosząc o łaskę cierpliwości dla towarzysza.
- I ty mi chciałeś wmówić że nie jesteś nienormalny?!
- Bądź tak miły i zrób mi coś do picia. Zaraz przyjdę.
- Tak tak, już lecę. Świrze.
Kowalski wszedł spowrotem do mieszkania. Wyraźnie poddenerwowany skierował kroki do kuchni. Nigdy nie potrafił odmawiać Kowalowi. Może dlatego że Kowal nigdy nie umiał sobie czegokolwiek odmówić.

 
Leave a comment

Posted by w dniu 13 Styczeń 2007 in Kowala autoportret

 

Kowala autoportret wyryty w słowach – part 3

Nagle drzwi wejściowe otworzył Kowal. Wszedł do mieszkania, rozejrzał się i rzucił krótkie “witaj”
Kowalski zmierzył go krótkim, lekceważącym spojrzeniem.
- Dzisiaj gdzie byłeś? – spytał
- Komu innemu powiedziałbym że i tak nie uwierzy…
- Ekhem… przerwałeś mi lekturę…
- Na bogów… Przecież i tak znasz każdy fragment na pamięć. Mógłbyś chociaż posłuchać – przeciągliwie pociągnął to zdanie Kowal i rozsiadł sie w przeciwległym do Kowalskiego fotelu – W końcu ciekawi cię dlaczego jestem tutaj a nie w łóżku.
- Nie, nie ciekawi… Wiem co się stało – rzucił młodzieniec i wrócił do lektury.
- Wiem że ty wiesz. Ale po co pytasz w takim razie?
Kowal wyraźnie się droczył ze swoim tworem. Widać bawiły go rozmowy z samym sobą. Uśmiechał się zadziornie, a oczy niemal lśniły świeżością. Wstał, poszedł do kuchni. Z lodówki wyciągnął karton mleka i nalał sobie na pół szklanki. Dolał pepsi i wymieszał. Mieszanka zaszumiała zdradziecko. Kowal wrócił i uczynił pierwszy łyk. Uśmiechnął się szeroko. Wyraźnie czekał na rozmowę.
Kowalski nie mógł już go dłużej ignorować. Po kilkunastu minutach podniósł oczy znad książki i zaczął wpatrywać się w postać siedzącą naprzeciwko niego.
- Czasem zastanawiam się – powiedział w końcu, co wyraźnie ucieszyło Kowala – dlaczego Ty się odradzasz… Po co… Jak… Dlaczego nie giniesz jak wszyscy ludzie…
- To jest interesujące zagadnienie – uśmiechnął się szerzej, a Kowalskiemu wydało sie że szerzej chyba się nie da. Po chwili stwierdził ze się mylił – Nie wiem czemu. Może po prostu mam do zrobienia w tym życiu coś, czego nie zrobiłem…
- Ale wielu ludzi tak ma i giną bezpowrotnie…
- Wiesz przecież że nie jestem normalnym człowiekiem… Ty też nie. Ale ja jestem… bardziej na tamtym świecie niż na tym. Ty odwrotnie, dlatego każdy z nas radzi sobie inaczej, chociaż jesteśmy jednym. Zwykły człowiek łącząc w sobie dwie takie natury wiele traci ale też wiele zyskuje. Pamiętasz dawne czasy kiedy byliśmy jedną osobą?
- Jak przez mgłę – odpowiedział Kowalski a jego oczy zaszły wspomnianą mgłą wspomnień.
- No widzisz. Ale ważne że wracam, prawda?
- Nienormalny jesteś – rzucił tylko Kowalski i powrócił do lektury książki. Kolejny raz w tym miesiącu.

 
Leave a comment

Posted by w dniu 10 Styczeń 2007 in Kowala autoportret

 

Kowala autoportret wyryty w słowach – part 2

Kiedy Kowalski ocknął się po raz drugi, stwierdził że musiał przysnąć. Zdenerwował się nieco na samego siebie, nie lubił usypiać przy czytaniu. Fakt faktem, dla niektórych czytanie tej samej książki po raz sto trzydziesty szósty w ciągu miesiąca jest conajmniej dziwne. Ale Kowalski uwielbiał tą książkę. Podobno jakaś pozostałość po Kowalu. I za sowje uśnięcie nie winił nawet tego wygodnego fotela ustawionego przed kominkiem. Winił raczej Kowala.
Gdyby całą noc ktoś was budził nie dając godzinami zasnąć, też nie bylibyście zachwyceni.Całą noc gderał charkotliwym głosem o skończeniu świata, o jakichś dziwnych głosach w jego głowie. Ogółem mówiąc – nic wesołego.
Wstał i przeszedł do kuchni. Wyjął z lodówki coś, co parę dni temu mogło przypominać mleko w kartonie. Nie przejąl się bardzo zawartością owego pojemnika o dziwnym zapachu. Przelał jego zawartość o dosć dziwnej konsystencji do szklanki i wypił za jednym przytknięciem do ust. Dreszcze przebiegły mu po całym ciele.
- Przynajmniej spać mi się odechciało – rzucił w pustą, kuchenną przestrzeń.
Pomimo wielu przyziemnych aspektów, Kowalskiego otaczało więcej nadnaturalnych zjawisk niż dostrzegał. Prawdę mówiąc, nie dostrzegał żadnych. Kowal, oddzielając go od siebie, pobłogosławił go najsilniej jak umial.Zatem od samego początku wszystko sprzyja Kowalskiemu…
Patrząc w okno młody człowiek zapada nie raz w pewien stan otępienia, pewnego rodzaju zawieszenie myśli. W podobny stan wpadł teraz Kowalski. Zamyślił się nad tym, ile to już razy tłumaczył różnym ludziom co sie dzieje z jego współlokatorem, niejako z nim samym. Najlepszego wytłumaczenia przyniosła mu jego ulubiona książka. “Exupery miał łeb” myślał czasem. Chodzi o to, że z Kowalem jest w sumie tak jak z Małym Księciem. Wiele razy umiera, żeby potem z nowym zapasem życiowych sił powrócić do mieszkania. “Coś się kończy, coś się zaczyna” jak mawiał sam zainteresowany.
Po jakimś czasie Kowalski przestał się nawet za bardzo przejmować kolejnymi zniknięciami swojego… twórcy.

 
Leave a comment

Posted by w dniu 9 Styczeń 2007 in Kowala autoportret

 
 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.